wtorek, 12 lutego 2013

Odcinek pierwszy - Skąd, po co i dlaczego?

Jo!

Jeśli tu trafiłeś, to albo przez przypadek, albo rzeczywiście szukasz informacji o tym jak rozpocząć przygodę z hi-fi za rozsądną cenę.

Odcinek pierwszy - Skąd, po co i dlaczego?

Kiedy w końcówce lat 90 ubiegłego wieku uświadomiony byłem już nieco muzycznie (za sprawą nieocenionego w tej kwestii rodzeństwa). Głównym nośnikiem jakim się posługiwałem były pliki w formacie mp3. Komputer jako maszynka do wszystkiego, sprawdzał się wiec idealnie jako domowe centrum muzyczne i tak zostałoby pewnie, gdyby nie wieża mojego Taty i wszechobecne w domu płyty winylowe i kasety. Te ostatnie wiodły prym wśród nagrań i bardzo szybko stały się jednym z moich ulubionych nośników, dzięki łatwości gromadzenia na nich "hitów" radiowych, a także dzięki wspaniałemu walkmanowi, który towarzyszył mi aż do 2007 roku, podczas szkolnych wojaży i pieszych wycieczek.

Wszystko zaczęło rozwijać się dynamicznie, wraz ze zmianą miejsca zamieszkania i wyjazdem na studia, kiedy doznałem niejako oświecenia muzycznego.
Początkowo wykorzystywałem starego boom-box marki grundig, który zawierał w sobie funkcję radia i kaseciaka- niemniej ta ostatnia z funkcji nadgryziona została zębem czasu i spirytusu salicylowego tak skutecznie, że nie sprawiało mi już tyle frajdy słuchanie muzyki płynącej z małej kasety. Kwestie dotyczące spirytusu salicylowego poruszę zapewne niebawem w gestii konserwacji kaseciaków, niemniej od razu zaznaczę- jeśli przyszło Ci do głowy by go użyć, do oczyszczenia głowicy magnetofonu- ZAPRZESTAŃ!

Wracając do wątku głównego- stary boom-box, żył ze mną w Krakowie przez jakiś czas, aż pewnej niedzieli wybrałem się na pchli targ by spotkać tam moją miłość- płyty winylowe. Od tamtego pamiętnego dnia, zacząłem gromadzić czarne talerze w ilościach hurtowych, nie zważając często na zawartość czy nawet ich stan. Oczywiście taka polityka doprowadziła szybko do przeciążenia moich zdolności magazynowania i rozpoczęcia stopniowego odchudzania kolekcji. Z tego co zostało powstała baza pod przyszłą kolekcję, budowaną od tego czasu z głową i przede wszystkim- gustem.

Kolekcjonowanie płyt winylowych, wiązało się oczywiście z potrzebą posiadania gramofonu, wszak już wtedy znany mi był suchar przekazywany sobie przez kolekcjonerów winyli:

Facet zaprasza dziewczynę do mieszkania, pyta o to czy napije się czegoś i wychodzi aby przygotować drinki. Dziewczyna ciekawie rozgląda się po pomieszczeniu i widzi wielką kolekcję płyt winylowych. Zachwycona pyta faceta:
- To Twoja kolekcja płyt winylowych?
- Tak, wspaniała prawda?
- Olbrzymia!- odpowiada dziewczyna
- Tak, jest tutaj ponad 1000 płyt! - odpowiada dumny z siebie kolo.
- Może więc posłuchamy którejś?
- Ale jak to posłuchamy, przecież ja nie mam gramofonu! - odpowiada zdziwiony koleś.


Oczywiście suchar nawiązuje do ludzi gromadzących płyty dla szpanu, których wciąż pełno tu i tam. Jeśli nawet posiadają oni odpowiedni do odsłuchu sprzęt, to najczęściej także wyłącznie na pokaz (oczywiście że to wynik stereotypów, zazdrości o możliwość posiadania kolekcji etc. ale naprawdę znam takich ludzi :).

Pierwszym gramofonem jaki zawitał w moim mieszkaniu, był poczciwy kombajn SANTANA 9010. Kombajn, czyli odtwarzacz, w którym umieszczono radio- tuner, używając poprawnej terminologi, kaseciak- deck oraz gramofon. Całość upakowana w całkiem ładna obudowę o układzie poziomym. sprzęt pochodził z początku lat 80, nigdy nie udało mi się ustalić dokładnych informacji, jako że odtwarzacz był totalnie niszową konstrukcją, stąd też póki co nawet zdjęcia nie zamieszczę.

Kombajn sprawował się jak na swój wiek nieźle. Pomimo tego że kaseciak był absolutnie zarżnięty przez wieloletnie użytkowanie, tuner analogowy nie był najdokładniejszy a igła gramofonu wytarła się już całkiem, sprawował się dobrze. Największym problemem był potencjometr programu- pokrętło służące do wyboru trybu odtwarzania, które cechowało się humorami- raz działało, raz było mono, raz stereo. Kiedy potencjometr (zapewne przez zabrudzenie) nie chciał już zupełnie ze mną współpracować podjąłem decyzję o zakupie innego sprzętu.

Taki wstęp powinien na dziś wystarczyć, jeśli chodzi o to co doprowadziło mnie do rozpoczęcia gromadzenia sprzętu hi-fi i jak najczęściej rozpoczyna się droga początkujących słuchaczy. Pisząc krótko- zaczyna się w bólu i kanale mono, starej winylowej płycie Kombi lub kasecie Abby. O ile nie macie nadwyżek kasy, zaczynacie kombinować tak jak ja.
Jak się to kończy? Różnie.
Moim celem jest naprowadzenie was na taką drogę która zminimalizuje największe trudności tak by nie zniechęcić was do tego sportu!

Ahoj i do następnego odcinka, gdzie dowiecie się gdzie w tym wszystkim zgubiły się CD, dlaczego mp3 nie jest dla mnie priorytetem i jak nie sprzedawać wieży SANYO!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz